The two worlds.

Strony

  • Strona główna
  • OUTFITOWNIA
  • Pobierz szablon
  • KONTAKT
  • BRANDANDBLOGGER

20:55

Chapter Five

 Dotarłszy do swej niewielkiej komnaty, Poszukiwacz podszedł do wielkiego drewnianego stołu, na którym leżały różne miseczki z miksturami. On sięgnął jednak po garnek napełniony najzwyklejszym mlekiem, po czym upił z niego trochę. Wierzył, że napój ten wyzwoli go spod działania płynu, który musiał pić będąc w otoczeniu innych. Otóż ta trucizna atakuje mózg, powodując wzmożoną agresję oraz przy długim zażywaniu zanik wszelkich uczuć. Jednakże mleko posiadało właściwości, które uniemożliwiały dotarcie trucizny do jakichkolwiek narządów, rozpuszczało ją; było swoistą odtrutką. Odkrył to ojciec Johna, a później przekazał ten sekret swemu synowi, aby ten nie mógł stać się maszyną, która zabija dla pożywienia, przetrwania, władzy czy statusu.
 Siadłszy na swoim niezbyt wygodnym posłaniu, mężczyzna wziął w dłonie sukienkę należącą do Sophii. Trzymając ją w dłoniach, wpatrywał się w nią bardzo intensywnie. Nagle zobaczył przewijające się obrazy przed jego oczami.  

Dziewczyna siedząca na podłodze w jakimś ciemnym pomieszczeniu. 
Leżąca obok niej taca z mlekiem oraz owocami.
 
 Tyle mu wystarczyło, by ułożyć sobie w głowie co jej się przydarzyło i gdzie może się znajdować. Prawdę mówiąc, uspokoił myśli, ponieważ dostrzegł owoce - symbol ochrony i bezpieczeństwa. Wiedział już, że została porwana, ale mogła zrobić to tylko jedna osoba i właśnie wybierał się w tamte strony.

***

 Aaron będący zawsze oazą spokoju, teraz nie mógł uporządkować swoich myśli. Był tak wściekły na Masona i Helen, że aż przyspieszył kroku, by szybciej dostać się do komnat swych przygarniętych córek. Nie wyobrażał sobie, iż będzie musiał poświęcić obie dlatego, by zadowolić Pana i resztę tych wszystkich przebrzydłych hybryd. Na dodatek Helen - ta, którą kochał, była zadowolona z tego pomysłu, bo i tak nie darzyła dziewcząt szczególnym uczuciem. Dla niej były jak kula u nogi. Chociaż czego on się spodziewał? Ona, jak każdy musiała pić to świństwo. Nie piła mleka, bo uważała, że jest wstrętne i było zakazane. Jedynie dzieci piły jego śladowe ilości. Ale Aaron po kryjomu pilnował, by bliźniaczki spożywały go jak najwięcej. Tak, on także znał sekret. Jako jeden z niewielu.
 Mężczyzna zapukał w duże drzwi dzielące korytarz i komnaty, do których zmierzał, by po chwili ujrzeć blondynkę stojącą w progu.
-Muszę z wami pilnie porozmawiać - odezwał się cichym, lecz stanowczym głosem.
-Obawiam się, że będziesz musiał to przełożyć, bo Soph pojechała konno doskonalić swoje umiejętności w łucznictwie. 
 Wiedziała, że Aaron nie będzie z tego zadowolony, ale co miała zrobić innego, niż go okłamać? Poszukiwacz dał jej wyraźnie znać, że nie może powiedzieć nikomu co zaszło i gdzie zniknęła jej siostra. Jednak Leah w głębi duszy martwiła się o nią. Nie wiedziała, czy ta dotarła do tego chłopaka, czy jej się nic nie stało. Była świetną aktorką, ponieważ potrafiła ukryć swoje zdenerwowanie - nauczyła ją tego Sophie. Kto wie co jej będzie kiedyś potrzebne w tym zamku?
-No cóż, trudno. Niech Parrish poinformuje mnie, kiedy wróci Sophia. Lepiej, gdyby stało się to jak najszybciej.
 Po tych słowach odwraca się i odchodzi. Dziewczyna zamyka drzwi i próbuje ponownie skupić się na książce. Jednakże nie wychodzi jej to, bo jej myśli wędrują w całkiem inną stronę.

/Wiktoria.
Czytaj więcej »
on 20:55 2
Podziel się!

18:04

Chapter Four

 Po długim namyśle Poszukiwacz postanowił wykorzystać Leah, więc szybkim krokiem ruszył poprzez korytarze do jej komnaty. Nie ważne, że Mason nie wiedział o jego planie. Miał już go dosyć i tych jego zasad. Chciał zrobić coś, co od jakiegoś czasu układał sobie w głowie. I nie była to łatwa sprawa, bo była ona zakazana. Kiedy stanął przed drzwiami azylu dziewczyn, wszedł bez uprzedzenia. Po co ma pukać? Nie widział w tym żadnego sensu.
-Potrzebuję czegoś, co należy do twojej siostry. Czegoś, co jest przesiąknięte jej zapachem. Najlepiej jej ubrania, które nosiła wczoraj.
 Nic z tego nie rozumiejąc, lecz z pewnym strachem w oczach Leah podała mu sukienkę, którą wczoraj jej siostra miała na sobie.
-Mogę ci jedynie dać to, bo bielizny to raczej ci nie dam - spróbowała rozluźnić atmosferę, co marnie jej wyszło, bo skarcił ją surowym wzrokiem.
-Dobra, a teraz wróć do swoich zajęć i gdyby ktoś pytał się ciebie o twoją siostrę, to powiedz, że wyszła gdzieś sprzątać, albo na lekcje łucznictwa czy jazdy konnej. O, i ani słowa, że mnie spotkałaś, rozmawialiśmy i dałaś mi coś, co należy do niej - Leah wyczuła, że mówi on poważnie, więc bez sprzeciwu pokiwała głową.
 Następnie z determinacją wymalowaną w oczach John wyszedł z jej komnaty kierując się do swojej. Musi zabrać swój wór, który zawsze bierze na polowania, a później jak najszybciej wydostać się z tego zamku. Oczywiście, bił się z myślami, bo jeśli to zrobi ktoś może stracić życie, ale jeśli tego nie zrobi, konsekwencja będzie taka sama, jednak różniąca się osobą, która mogłaby stracić życie. Dlaczego wszystko musi być takie pogmatwane? -pomyślał.

*w tym samym czasie w Sali Narad*

 -Musimy coś zrobić! Jeśli będzie tak dalej, będziemy musieli opuścić to miejsce! Mamy coraz mniej pożywienia, więc opanujcie się! - krzyczał Mason. 
 Faktycznie, w  hrabstwie Nottinghamshire zaczynało brakować mieszańców. Ci, którzy zostali kilkanaście lat temu zaczęli się znowu wysiedlać, a niewielki ich odsetek albo już nie żył, albo spędzał swoje ostatnie dni w lochach czekając na śmierć. Problemem było także to, że po dawnym wysiedleniu zostali praktycznie tylko starsi - już się nie rozmnażali. Dla mieszkańców zamku było to ciosem w plecy i wiadomo było, iż do takiej sytuacji jak teraz, wcześniej czy później dojdzie. To była kwestia czasu.
 -Mistrzu, chciałbym zwrócić uwagę, że możemy niewiele zrobić. Mówiąc szczerze, to nawet nie możemy zrobić nic - Aaron próbował nakreślić dokładnie sytuację władcy, jednak nie wiedział, że porywał się na głęboką wodę.
 Wystarczyło tylko, że Mason przymknął swoje oczy - jeden ze strażników wyleciał w powietrze, a następnie uderzył w ścianę, po czym obsunął się w dół na posadzkę i doświadczył takiego bólu na całym ciele, że aż zaczął się zwijać.
 -Tak myślisz, Aaronie? Dla mnie nie ma nic niemożliwego! - zagrzmiał Mistrz. -Oto stoi przed tobą ten, któremu zawdzięczasz życie i ten, dzięki któremu to wszystko się jeszcze trzyma.
 "Tak, masz rację. Gdyby nie twoje krwawe i okrutne rządy wszyscy byliby szczęśliwi i nie musielibyśmy uzależniać się od tego świństwa" - pomyślał Aaron, jednak nie miał do końca odwagi, by to przyznać. Wolał siedzieć cicho i być posłusznym, bo i tak nic by nie zrobił. A jeśli tak, to najwyżej skazałby się na śmierć. Ot tak, mówisz co chcesz - wio, na stryczek lub zaprzyjaźniamy twoją szyję z mieczykiem. Proste? Proste.
 -Teraz przejdźmy do meritum sprawy; musimy uniemożliwić wysiedlenie się tych ludzi, a później doprowadzić do tego, by inni zamieszkali niedaleko ich domów. Po 1) nie mogą nic podejrzewać, a po 2) jeśli nie zaczną się nawzajem ze sobą rozmnażać, to wiecie co będzie - nie kto inny jak Mistrz wydał rozkaz.
 Jego poddani nie do końca mogli zrozumieć dlaczego uważa ludzi za gorszą rasę - przecież razem ze swoim dworem nie byli lepsi, różnili się tylko szczegółami (no i niestety charakterami oraz przyzwyczajeniami), ale lepiej nie narażać się Panu. Tak było od dawnych czasów i tak pewnie musi być. Trudno.
 -Drodzy Aaronie i Heleno, proszę, abyście przyprowadzili teraz wasze podopieczne do mnie. Musimy porozmawiać - dziewczęta mogą, ba, muszą nam pomóc. - Machnął  na nich ręką, pokazując tym samym, że mają odejść po nie.
 Aaron już wyczuwał kłopoty. I to wielkie.



/Wiktoria (dawna Wikaa)
Czytaj więcej »
on 18:04 4
Podziel się!

19:10

Chapter Three

Jednak obie nie wiedziały , że ich rozmowie przysłuchiwał się ktoś zza ściany.
Tak, ta osoba  była bardzo podstępna  i obeznana w tym, co robi.
Poszukiwacz ofiar.
Znany był ze swojego nieczystego sumienia i z tego, że potrafił być bardzo wyrachowany.
I tym razem już po raz kolejny postanowił użyć swoich zalet, albo może nawet i wad?

*kilka minut później, w komnacie dziewcząt*

 -Co?! - wykrzyczała Leah - Nie pozwolę ci wyjść! A tym bardziej samej!
-Lea, błagam ciszej. Spokojnie. To tylko spotkanie z Jay'em. Nic mi się nie stanie - odpowiedziała Sophie jak najbardziej stoicko.
-Czyli on ma na imię Jay? I ja się dopiero teraz o tym dowiaduję?! - blondynka nie mogła odpuścić.
-Kobieto, co ci dzisiaj zaczęło tak odbijać? To, że wychodzę poza mury tego zapleśniałego zamczyska to tylko i wyłącznie moja sprawa! Mogłabyś się chociaż raz nie wtrącać w moje sprawy?! - rzuciła Sophie, która była znana z tego, że bardzo szybko wybuchała.
-Czy ty do cholery nie rozumiesz, że próbuję nas, ciebie chronić? Doskonale wiesz co się stanie, gdy wyjdziesz! Możesz zostać nawet wygnana i skazana na pożarcie - odpyskowała druga.
-Wolę zaryzykować - rzuciła i skierowała się ostrożnie do muru zwanego murem obronnym.
Przeskoczyła na drugą stronę uważnie się rozglądając i już przeciskała się przez dziurę w ścianie, kiedy usłyszała ciche nucenie strażników.
Wystraszona wiedziała, że chodzą oni co kilka minut przy tej ścianie na obchód.
Przeczekała chwilę i wybiegła pośpiesznie do lasu pokonując szybkimi susami łąkę.
Zatrzymała się przy jednym z ogromnych drzew i rozglądnęła się, by przypomnieć sobie drogę do drugiego końca drzewostanu, gdzie mieściła się mała chatka.
'Od drzwi chaty na północ do obrzeż miasteczka, pierwszy domek' - powtarzała sobie Sophie słowa nowo poznanego chłopaka.
W tym dniu dziewczyna wystroiła się. Założyła na siebie czerwoną sukienkę na ramiączkach sięgającą jej do kolan. Włosy miała rozpuszczone, naturalnie proste.
'Jeszcze tylko chwila, moment, a tam dojdziesz Soph' - powtarzała sobie w kółko.
Aż nagle, kiedy dziewczyna szła właśnie pod drzwi chaty, ktoś na nią naskoczył i zemdlała.

*pół godziny wcześniej, zamek*

Leah coraz bardziej się niepokoiła o siostrę. Po tym jak wyszła, spotkała Johna, poszukiwacza. Ona nie wiedziała kim on jest, więc myślała, że to jakiś starszy, gburowaty pan.
Jednak zmieniła zdanie, gdy niespodziewanie naskoczył na nią.
-Co wy sobie wyobrażacie? Hmm ? Że będziecie się wymykać potajemnie na jakieś spotkania? - ciągnął - Jeśli tak myślicie, to jesteście w wielkim błędzie.
-Ale o czym ty ... - zaczęła Lea.
-Dobrze wiesz o czym mówię mała gówniaro - złapał ją za rękę i ścisnął - Równie dobrze mógłbym już was zdradzić Aaronowi i Helen, ale dam wam szansę.
-Co mamy zrobić? - jęknęła niezadowolona dziewczyna.
-Nie pyskuj, tylko słuchaj! -ryknął - Kiedy będę cię potrzebował, przyjdę do ciebie, nie musisz się oto martwić.
Puścił jej oko i zniknął z zasięgu wzroku w minutę.
-W co ona nas wpakowała?! - krzyknęła zdesperowana - Dlaczego ona pierwsze robi, a później myśli?!
Udała się szybko do swojego pokoju w poszukiwaniu jakiegoś stroju.

***

Sophie obudziła się w ciemnym, zapleśniałym lochu. Wpadła w panikę.
Do głowy nasuwały jej się pytania normalne dla każdej ofiary.
'Co ja tu robię? Jak to się stało? Gdzie jestem?'
Tak, została porwana.
Ale kto to zrobił?

Tego nie była pewna.
Po chwili dziewczyna usłyszała zgrzyt przekręcającego klucza w zamku i wielkie wrota otworzyły się.
Do pomieszczenia wpadła strużka światła pochodząca od zapalonej pochodni.
Najpierw wyłonił się cień postaci, a później pełna postura człowieka dziwnie podobnego do Aarona.
 -Kim ty jesteś? - wysyczała Sophie.
-Odważna jesteś. Opuszczać terytorium zamku - pokręcił głową - A tak w ogóle to Matt jestem.
Zdziwiła się, że powiedział jej jak się nazywa.
-Miło mi cię widzieć Sophie.
-Skąd znasz moje imię? I dlaczego tutaj jestem? - wyjęczała.
-Wszystko w swoim czasie, Soph. Wszystko w swoim czasie.
Postawił przed nią srebrną tackę z jedzeniem i mlekiem, której przedtem nie zauważyła.
-Serio? Mleko? - powiedziała.
-Ciesz się, że nie dostałaś płatków do tego, tylko owoce!
-Nigdy ich nie jadłam..
-Ach czyli karmili was tylko i wyłącznie mlekiem? Można się było spodziewać po nich. A teraz jedz. Musisz mieć dużo siły.
Już go nie było.
Kim on był?
Co chciał?
Na te pytania Sophie nie znała odpowiedzi, ale wkrótce miała je poznać.

/Wikaa .

PS. dziękujemy bardzo za komentarze, które motywują nas do dalszej pracy. Jeśli chcecie się czegoś o nas dowiedzieć, zapraszamy do zakładki 'Kontakt' u góry. :) - Autorki

♥
Czytaj więcej »
on 19:10 11
Podziel się!

19:47

Chapter Two

Półmrok ogarnął wielką salę w lochach.Na środku w czarnej pelerynie stał Mason , wielki przywódca.Po bokach , na baczność stali wszyscy poddani.Wielkie , drewniane drzwi otworzyły się z impetem i w ciszy na salę wszedł Aaron i Helen.Na rękach trzymali zawiniątka z porzuconymi dziewczynkami , które chcieli przygarnąć.Helen cały czas miała bardzo niezadowoloną minę i tylko bojaźń przed Masonem trzymała jej nerwy na wodzy.Skinęli na powitanie Wielkiej Radzie i przywódcy.Mason i dwóch naczelników Rady wystąpiło przed szereg i podeszło bliżej do małżeństwa.
-Drogi wodzu Masonie , Wielka Rado i wszyscy zgromadzeni tutaj poddani !
Oficjalnie otwieram pierwszy , od kilku stuleci rytuał przyjęcia nowych członków znany także jako "naznaczanie". - powiedział jeden z naczelników i powrócił na swoje miejsce.Drugi podał wielki , miedziany kielich Masonowi i ruchem ręki nakazał Aaronowi i Helen podejść z dziewczynkami.Mason zamoczył palca w zawartości kielicha i zrobił czerwoną kreskę na przedramieniu obu dziewczynek.
-Uwaga , uwaga ! Wszem i wobec przedstawiam nowych członków klanu ! -krzyknął drugi naczelnik i gestem ręki wskazał na siostry.

* PIĘTNAŚCIE LAT POTEM... *

Pogoda była dzisiaj wyjątkowo słoneczna,a niebo bezchmurne.Mimo tego Sophie i Leah dostały zakaz wychodzenia poza mury zamku.Jak co dzień czas spędziły w lochach w towarzystwie Aarona.
Aaron przygotowywał posiłek gdy do małego pomieszczenia umownie zwanego kuchnią weszły siostry.Na stole postawił przed nimi dwie miski mleka i życzył smacznego.
-Aaronie , czy nie mogłybyśmy zjeść czegoś innego ? Mam dosyć mleka.-mruknęła Sophie,mieszając srebrną łyżką w jedzeniu.
-Doskonale wiesz , że nie.A teraz jedzcie szybko bo zaraz przyjdzie Helen.-odparł mężczyzna i wyszedł.Dziewczyny spojrzały na siebie porozumiewawczo  i szybko zjadły śniadanie.
Nim Helen zdążyła przyjść dziewczyny wyszły i udały się na spacer po lochach.
-Wyjdziemy na dwór , Leah ? -zapytała z nadzieją w oczach Sophie.Leah zmierzyła siostrę groźnym wzrokiem i przecząco pokręciła głową.
-Ale Leah ! Proszę , nikt się nie dowie... - jęknęła Sophie.Leah poprawiła ramiączka zielonej sukienki i westchnęła:
-Sop...nie.Helen nam zakazała , a ona jest groźna.Wiesz co będzie jak pójdziemy.-próbowała wytłumaczyć Leah , jednak Sophie nie była przekonana.Jednym zwinnym ruchem wskoczyła na murek i uważnie się rozejrzała.Kiedy uznała , że nikt jej nie widzi przeskoczyła na drugą stronę murka i wyszła przez dziurę w ścianie.Po chwili znalazła się na łące obok zamku.Leah chodziła w kółko nie wiedząc co ma teraz zrobić.
Mogła pójść po Aarona ale to mogłoby się skończyć przesłuchaniem u Helen.Zaś kiedy wyjdzie poza mury zamku jest narażona na gniew Aarona lub spotkanie któregoś z członków klanu.
-SOPHIE ! Wracaj tutaj ... ! -krzyknęła , nie zdając sobie sprawy z tego że któryś z patrolujących członków klanu może ją usłyszeć.Po chwili poczuła mocny uścisk na swoim ramieniu , wręcz palący jej skórę.
Odchyliła lekko głowę w bok i ujrzała Wersona , jednego ze strażników.
-Gdzie Sophie ?-warknął w stronę blondynki.Leah spojrzała na niego swoimi błękitnymi oczami i przygryzła dolną wargę.
-A co cię to obchodzi ? -powiedziała ochrypłym głosem a w jej oczach zapłonęły czerwone ogniki.
Ręka Wersona zacisnęła się jeszcze bardziej na ramieniu nastolatki.Leah wypuściła głośno powietrze i powolnie całkowicie odwróciła się w stronę strażnika.
-No gdzie jest twoja siostra , Leah ? - zapytał ponownie zniecierpliwiony.Nagle nad murkiem pojawiła się Sophie wyraźnie zadowolona ze swojego małego wypadu na łono natury.Jak oparzona stanęła w miejscu kiedy zdała sobie sprawę przed kim stoi.Werson uśmiechnął się cwaniacko i puścił Leah.
-No,no ktoś tu łamie zakazy Helen.-złapał za przedramię Sophie zaś drugą ręką złapał Leah.
Pociągnął je gwałtownie w stronę gabinetu Helen.Leah przeraziła się jednak jej siostra była nad wyraz spokojna.Kiedy dotarli pod drzwi gabinetu , Werson nie zamartwiał się o grzeczność i wparował bez pukania do Helen.Kobieta uniosła bladą twarz i spojrzała na niego czerwonymi oczami.
-Czego ? -warknęła poprawiając okulary.
-One chciały się wymsknąć z zamku.-odparł bez owijania w bawełnę.Helen uchyliła usta i zaczęła wbijać pióro w kartkę papieru.
-Zajmę się nimi , idź.-odpowiedziała spokojnie wstając z machoniowego krzesła.Przejechała palcami po biurku i podeszła bliżej sióstr.
-Aaron nie byłby zadowolony z waszej postawy.-warknęła przeszywając wzrokiem najpierw Leah potem Sophie.
-Jeśli byś nim manipulowała to zapewne tak , ale Aaron by nam wybaczył to małe niedociągnięcie.-mruknęła z błyskiem w oku Sophie.Leah spojrzała na siostrę ze zdenerwowaniem lecz tamta z uśmiechem obserwowała reakcję Helen.
-Ty wredna...-jednak nie dokończyła swojej wypowiedzi , ponieważ do pomieszczenia wszedł naczelnik Wielkiej Rady.
-Helen , jesteś wzywana na posiedzenie Wiel...-spojrzał zszokowany na siostry i szybko odwrócił się w stronę Helen z pytającym wzrokiem.
-To są dziewczyny , które znaleźliśmy piętnaście lat temu.-wytłumaczyła zwięźle opierając się o biurko.
-Jesteś wzywana na sama-wiesz-co.-mruknął i pośpiesznie wyszedł z gabinetu.Helen podniosła się i spojrzała groźnie na siostry.
-Policzymy się potem , wracajcie do siebie.-trzasnęła drzwiami zostawiając Sophie i Leah.Sophie założyła ręce na piersi i z uśmiechem na twarzy opuściła pokój.
-Wiesz...poznałam tam chłopaka , nie wiem jak ma na imię ale jest strasznie przystojny ! - podskoczyła uradowana i spojrzała na Leah.
-Poznałaś tam chłopaka ? Sophie postradałaś zmysły ! Jak się wyda to przecież nas stąd wygnają ! - wrzasnęła zdając sobie sprawę z konsekwencji czynu siostry.
-Panuję nad wszystkim , Leah.-powiedziała spokojnie , kładąc blondynce dłoń na ramieniu.
-Obyś miała rację , bo nabędziemy kolejny problem i wielką awanturę.-warknęła i odeszła szybkim krokiem w stronę kuchni.
Jednak obie nie wiedziały , że ich rozmowie przysłuchiwał się ktoś zza ściany.



Czytaj więcej »
on 19:47 26
Podziel się!

16:29

Chapter One

Podczas gdy postacie  w zwiewnych, czarnych płaszczach, z niemowlętami na rękach przemierzały lochy,
na obrzeżach małego miasteczka, w starej, rozwalającej się chacie, na świat przychodzi chłopiec, który będzie miał wielki wpływ w przyszłości na los dziewczynek, a jak narazie nikt jeszcze o tym nie wie i tak będzie do pewnego czasu w ich życiu.

***

~W zamku~

 Surowa Helen i dobroduszny Aaron stali właśnie przed Wielką Radą przywódców klanu. Na rękach mieli dziewczynki. Chcieli się poradzić w ich sprawie. Ukrywanie ich byłoby istnym szaleństwem. Możliwe, że mogliby zostać nawet rozszarpani przez najemników rady.
-Więc znaleźliście te ludzkie dzieci na skale w naszym zamku, prawda? - spytał Mason, wielki przywódca.
-Tak panie, leżały tam owinięte w te szmaty. Zauważyłem też, że obie mają na nadgarstkach znamiona w postaci ich imion. Jedna to Sophie, a druga Leah - Aaron chciał jak najlepiej przedstawić sytuację, ale też zaopiekować się tymi istotkami.
-To w takim razie, dlaczegóż to Aaronie przychodzicie razem z Helen i pytacie, co z nimi zrobić? Wiecie, co z takimi zawsze robimy.
-Tak, ale one są niezwykłe. Nie każdy śmiertelnik ma znamię w kształcie swojego imienia, mój panie. Moje dobre serce nie pozwala ich pozostawić na pastwę losu naszych głodujących. Błagam, byśmy razem z moją małżonką mogli je zatrzymać. Będziemy je wychowywać tak, jak wychowywano nas, karmić i poić tym, czym karmiono i pojono nas. Nie będą sprawiać problemu i nigdy nie dowiedzą się kim są naprawdę. Obiecuję - Aaron był zadowolony ze swojej przemowy.
-Sługo mój, zgadzam się, ale tylko dlatego, że ty i twoja żona jesteście mi wierni od samego początku. Ufam wam i pozwalam, by te istoty ludzkie z wami zamieszkały. Jednak uważajcie.Potrafię być dobry, jak i konsekwentny jednocześnie.

***

Mężczyzna o dobrym sercu był bardzo uradowany z tej decyzji, ale za to Helen wypominała mu ją przez całą drogę powrotną do ich 'miejsca zamieszkania', czyli kilku komnat w tym wielkim zamku w Nottinghamshire. Kobieta ta od razu postawiła sobie jeden cel : uprzykrzać to nędzne życie dwóm biednym istotkom.
'Mógł tu ich nikt nie porzucać. Teraz będą cierpiały za błędy człowiekowatych' - pomyślała.
Już za niedługo miała wcielić ten plan w życie, ale jak na razie dopiero dotarli do swojej komnaty. Ona chciała jak najszybciej zaspokoić swój głód.
   Udała się do podziemi, gdzie trzymano ofiary do 'spożycia'. Chodziła pomiędzy wyrytymi jaskiniami, aż znalazła ofiarę idealną. U góry widniał napis '2.Allen.' . Tak, oto  on. Przez kilka miesięcy torturowany przez 'oddział specjalny'.
-Teraz, to już na pewno ich nie zobaczysz, Allen. Dzisiaj nadszedł twój koniec - wysyczała Helen.
-Błagam, daj mi je zobaczyć! O to tylko cię proszę! - jęczała ofiara.
 'Nie te numery ze mną, mój drogi' - pomyślała.
-Najwyższy czas się pożywić.
 Wysunęła swoje długie, ostre kły, wbiła je powoli do ciała mężczyzny i zaczęła wysysać płyn, który dawał jej ukojenie, jednocześnie wprowadzając do jego żył śmiertelną truciznę. Krzyczał, próbował się uwolnić. Nic to nie dało. Przecież ona nic sobie z tego nie robiła. Będzie się rozczulać nad odmieńcem? To nie w jej stylu. Raczej bardziej w charakterze Aarona, ale nie w jej. Nigdy.
 Po zaspokojeniu swojego głodu, kobieta nakazała strażnikom wywieźć ciało tam, gdzie zawsze. To już tradycja.

***

~U Aarona~

 Aaron nie miał oczywiście zamiaru karmić dziewczynek tym napojem z żył odmieńców. Nie wiadomo skąd, znalazł głęboko w skrzyni mleko, którym mógł je dokarmiać. Jednak musiał  trzymać to w tajemnicy, bo Mason przecież nakazał podawać im TEN płyn. One jednak mogłyby wtedy nie przeżyć, albo co gorsza, stać się strasznie agresywne, lub za bardzo wrażliwe. Nie przetrwałyby z nami. W tym klanie trzeba być twardym, ale też i choć troszkę wrażliwym, chociaż to już ostatnio bardzo rzadko się zdarzało.
'Cóż, trudno.' - pomyślał mężczyzna.


/Wikaa .
Czytaj więcej »
on 16:29 22
Podziel się!

22:33

Prologue

Czarne chmury zaczęły kłębić się nad piętnastowiecznymi ruinami zamku w hrabstwie Nottighamshire.Po chwili niebo zaczęły przedzierać pioruny ustępując raz na jakiś czas miejsca głośnym hukom.Deszcz odbijał się niczym piłeczka kauczukowa o bujną trawę,która porosnęła  okolice ruin zamku.Każdy mądry mieszkaniec wioski trzymał się daleko od tego owianego grozą miejsca.Gdzieś w oddali można było usłyszeć dziecięcy płacz.
Kobieta ubrana w czarną suknię oddaliła się od miejsca,skąd dochodził płacz.Szła szybko stukając obcasami o kamienną posadzkę dobrze utrzymanych ruin zamku.
Raz po raz niepewnie odwracała głowę z obawą,że ktoś ją tam zobaczy.Była niemalże pewna,że nikt i nic nie zobaczy czynu który właśnie popełniła.Czyn straszny dla każdej matki.Chociaż decyzja była trudno,musiała wybrać odpowiednio.Rola samotnej matki była ciężka do odegrania zwłaszcza kiedy bieda zaczęła zaglądać już do okien jej drewnianej chaty.Jej mąż,który zginął w nieodgadnionych okolicznościach nie zostawił grama złota na utrzymanie jej i dwóch córek.W okolicach opuszczonego zamczyska,gdzie mieszkała nie było żywej duszy.Wszyscy tubylcy wyprowadzili się stąd pod zarzutem paranormalnych zjawisk i ludzi,którzy ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach.Tej kobiecie też doradzano aby z córkami wyniosła się stąd.Pozostanie tutaj łączyło się z ogromną odpowiedzialnością.

* * *
Dwoje młodych ludzi przemierzało korytarze zamku,ubrani byli w czarne szaty.Ich twarze zastygły w nieodgadnionej mimice.Mężczyzna niepewnie rozglądał się po pomieszczeniu.
W kącie na jednej ze skał leżały dwa zawiniątka.Aaron podszedł i uważnie przyjrzał się znalezisku.
-Helen...podejdź.-mruknął do kobiety.Helen odwróciła się i z pogardą nachyliła się nad zawiniątkami.
-Co to jest?-zapytała pełna obrzydzenia.Aaron przyklękł i wziął na ręce jedno dziecko.
-To dziecko..Helen.-odpowiedział patrząc głęboko w zamknięte oczy niemowlaka.
-Pewnie któryś z mieszańców je podrzucił.-prychnęła odwracając wzrok od niemowlaka.
-Przygarnijmy te dzieci.-zaproponował Aaron.Helen szybko przystanęła i z wymalowaną determinacją na twarzy podeszła do towarzysza.Pomysł przygarnięcia dzieci ludzi innego pochodzenia wydawał się dla niej w tej chwili czystym obłędem.
-Nie zamierzam niańczyć tych mieszańców ! -warknęła wyraźnie zdegustowana.
-Skąd wiesz,że to mieszańcy?-odparł Aaron nadzwyczaj spokojnie,zupełnie nie przejmując się odpowiedzią kobiety.
-Widać.-mruknęła dosadnie.Skrzyżowała ręce na piersiach i posłała mężczyźnie pogardliwe spojrzenie.
-I tak brakuje nam ludzi,Helen.Dobrze o tym wiesz.Spróbujmy,zaryzykujmy.-szepnął odkładając niemowlaka na skałę.
-Doskonale zdaję sobie sprawę z powagi tej sytuacji Aaronie ! Ale nie pozwolę aby te plugawe mieszańce zanieczyszczały środowisko naszego klanu.Ot,co.-powiedziała w pełni świadoma swoich słów.
-Błagam Helen.Nawet nie wiedzą kim są.Z czasem nauczą się żyć tak jak nasz klan.-podjął kolejna próbę Aaron.Helen nie była przekonana co do tego,ale po chwili mruknęła.
-Ty będziesz się tymi dziećmi zajmował.Ja nie przyłożę do tego ręki.-obiecała Helen.
Aaron zadowolony ze swojej postawy ujął dwa zawiniątka i doszedł do Helen.Po czym oboje zniknęli w ciemnych i niebezpiecznych lochach.

                                                                                                                                           /Ada


Czytaj więcej »
on 22:33 23
Podziel się!
Strona główna
Subskrybuj: Komentarze (Atom)

LINKI

  • POBIERZ SZABLON
  • BRAND AND BLOGGER
  • OUTFITOWNIA
  • tumblr
  • instagram
  • linkedin

Popularne posty

  • Prologue
    C zarne chmury zaczęły kłębić się nad piętnastowiecznymi ruinami zamku w hrabstwie Nottighamshire.Po chwili niebo zaczęły przedzierać pior...
  • Chapter Four
      P o długim namyśle Poszukiwacz postanowił wykorzystać Leah, więc szybkim krokiem ruszył poprzez korytarze do jej komnaty. Nie ważne, że M...
  • Chapter One
    P odczas gdy postacie  w zwiewnych, czarnych płaszczach, z niemowlętami na rękach przemierzały lochy, na obrzeżach małego miasteczka, w ...

Archiwum

WYSZUKAJ

Statystyka

Szablon

Szablon
  • Home
  • Travel
  • Life Style
    • Category
    • Category
    • Category
  • About
  • Contact
  • Download

About me

About Me


Aenean sollicitudin, lorem quis bibendum auctor, nisi elit consequat ipsum, nec sagittis sem nibh id elit. Duis sed odio sit amet nibh vulputate.
FOLLOW ME @INSTAGRAM

Obserwatorzy

Flickr Images

recent posts

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 The two worlds.. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.